Gotowanie z dzieckiem to przyjemność! Zabawa, nauka i odkrywanie świata. Wspólnie spędzony czas, motywacja do poszukiwań, inne spojrzenie. Cudowne bałaganienie i wspólne sprzątanie. Czas tylko dla nas. Terapia, relaks i niepowtarzalność. I oczywiście - SMAK!
Dodatki na bloga

Dramatis personae:

Aneladgam - ja

Qrczak - mąż

Smyk - synek (maj 2008)

Smykałka - córeczka (maj 2010)

poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Jajka po "małgosiowemu"
Idealny przepis na fajne śniadanko, kolację czy przekąskę znalazłam u Małgosi". Wydłubywanie miąższu z buły, smarowanie wydrążonej miseczki masłem, w końcu rozbijanie jajka i próba wlania go do środka (na tym etapie bardzo musiała pomóc mama) dało nam wspólne chwile miłej zabawy uwieńczone pysznym przysmakiem:


niedziela, 07 listopada 2010
Pasztetowe jeżyki
Pomysł na te cudaki znalazłam w książeczce "Potrawy jak z bajki" Biblioteki Poradnika Domowego. Do ich zrobienia wykorzystałam gotowy pasztet, ale nęci mnie zrobienie ich w wersji zdrowszej - z ugotowanej ciecierzycy zmielonej z podsmażonymi pieczarkami.

Tu Smyk sprawdza jakość przyszłych kolców (ziarna słonecznika i słupki migdałowe):









Tu wtyka je gdzie należy (wspaniałe ćwiczenie małej motoryki i koordynacji oko-ręka!):




A tu już gotowe jeżyki, powstałe przy współudziale mamy:



Tagi: ciekawiej
21:25, aneladgam , PRZEKĄSKA
Link Komentarze (2) »
środa, 27 października 2010
Rolada na ciepłą kolację, na przyjęcie, na obiad...
Przepis wzięty od Małgosi. Zdjęcie będzie tylko gotowego dania, bo całą uwagę skupiłam na kontrolowaniu działań Smyka. Mamy tu do czynienia z gorącymi produktami, więc wolałam nie rozpraszać się jeszcze na robienie zdjęć.

W oryginale użyta została parówka, ale zmieniłam to na kurczaka z zupy. W sumie to może być wszystko - dynia, brokuł, kalafior, pieczarki, cokolwiek co pasuje o ziemniaków. Na suche andruty wykłada się warstwę gorącego puree ziemniaczanego, na to warstwę dodatku (u nas była to dynia ugotowana z kawałkiem świeżego imbiru i kurczak), po dłuższej chwili wafel mięknie, tak że można go zwinąć w roladę.

Roladę kroimy na fajne grube plastry (dobrze jeśli warstwy jedzenia są w kontrastowych kolorach, ładniej to wyjdzie niż u nas), które wedle słów autorki można mrozić.

Nasze wyszły tak:





Musimy poćwiczyć jeszcze zwijanie. Danie jest szybkie i proste, a bardzo efektowne, polecam!
niedziela, 17 października 2010
Wesolutkie świnki
Książeczkę "Potrawy jak z bajki" Biblioteczki Poradnika Domowego kupiłam, gdy 12 lat temu urodził się przedostatni z moich braci. Do dziś wykorzystałam raptem kilka przepisów z niej, ale mam mocne postanowienie wyłuskać jeszcze co nieco ciekawego. Okazja nadarzyła się wczoraj.

W sobotę po południu odwiedziła nas ośmioletnia Smykowa kuzynka. Będąc przekonaną o wysoce rozrywkowym charakterze poczynań kulinarnych, przygotowałam na wieczór wspólne pieczenie świnek. Dodatkową atrakcją było to, że miały stanowić naszą wspólną kolację. Zachwyciło mnie, że mogłam palcem nie tknąć, a tylko podpowiadać co w danym momencie należy zrobić - Zuzia jest już na tyle duża, że śmiało mogłam się zająć samym fotografowaniem.

Świnki te można przygotować w wersji słodkiej (do ciasta nie dodajemy przypraw, a do nadzienia wykorzystujemy na przykład serek z rodzynkami). My wybraliśmy wersję z wędzonką, czyli według oryginalnego przepisu. Ciasto przygotowałam przed przyjazdem Zuzi, tak żeby po pierwszych zabawach już tylko ciasto rozwałkować i zabrać się do rzeczy.

Przepis na ciasto:

30 dag mąki pszennej zagnieść z trzema żółtkami, 12 dag masła, niewielką ilością majeranku, oregano i szczyptą soli.

Następnie rozwałkowujemy ciasto i wycinamy szklanką większe krążki, a kieliszkiem mniejsze (większych powinno być 2 razy więcej). Bierzemy dwa duże krążki, na jednym układamy paseczki wędzonki, przykrywamy drugim krążkiem. To będzie tułów naszej świnki. Teraz główka, czyli mniejszy krążek kładziony na przygotowanym tułowiu. Oczka można zrobić z oliwek, rodzynków, jałowca. Z okrawków ciasta formujemy kuleczkę na ryjek (dziurki można zrobić z pieprzu, ziela angielskiego, goździków) i trójkąciki na uszy.








Upiec to należy na złoto, po posmarowaniu białkiem:





Piekarnik nagrzewamy przed wałkowaniem, bo każde kruche ciasto powinno się wstawiać do ciepłego piekarnika. Świnki potrzebuję spędzić około 15-20 minut w 180 stopniach (grzanie z góry i z dołu, przy czym na ostatnie 5 minut włączyłam jeszcze termoobieg).





Od razu powiem - zabawa była fantastyczna, efekt wizualnie piękny, ale smaczne to to nie było. Ciasto tłuste i mdłe, jakieś takie suche i bez wyrazu... Będę próbować przerobić to ciasto, bo aż szkoda. Połowę masła zastąpię jogurtem naturalnym, będzie i zdrowiej, i wilgotniejsze wyjdzie, i nie będzie się tak kruszyć przy wałkowaniu i wycinaniu. A może i inne zwierzątka zrobimy?

niedziela, 12 września 2010
Francuskie na piknik
Piękny weekend nam się trafił. Korzystając z okazji, sobotni dzień moi chłopcy spędzili we dwóch, a my ze Smykałką nadrabiałyśmy towarzyskie zaległości (w parku i w cukierni), a w międzyczasie uczestniczyłyśmy w warsztatach chustowych. We czwórkę spotkaliśmy się tylko na obiedzie.

Wiedząc, że niedziela ma być równie piękna, postanowiliśmy spędzić cały dzień na dworze. Rano zatem zabrałam się ze Smykiem do przyszykowania smakołyków do zabrania ze sobą. Znów wykorzystaliśmy ciasto francuskie, ale tym razem za nadzienie posłużyły brokuły i camembert:














Piekarnik rozgrzany do 200 stopni, grzanie z góry i z dołu, i po 20 minutach mieliśmy gotowe "paszteciki".
Smakowały bosko na świeżym powietrzu!