Gotowanie z dzieckiem to przyjemność! Zabawa, nauka i odkrywanie świata. Wspólnie spędzony czas, motywacja do poszukiwań, inne spojrzenie. Cudowne bałaganienie i wspólne sprzątanie. Czas tylko dla nas. Terapia, relaks i niepowtarzalność. I oczywiście - SMAK!
Dodatki na bloga

Dramatis personae:

Aneladgam - ja

Qrczak - mąż

Smyk - synek (maj 2008)

Smykałka - córeczka (maj 2010)

niedziela, 12 września 2010
Francuskie na piknik
Piękny weekend nam się trafił. Korzystając z okazji, sobotni dzień moi chłopcy spędzili we dwóch, a my ze Smykałką nadrabiałyśmy towarzyskie zaległości (w parku i w cukierni), a w międzyczasie uczestniczyłyśmy w warsztatach chustowych. We czwórkę spotkaliśmy się tylko na obiedzie.

Wiedząc, że niedziela ma być równie piękna, postanowiliśmy spędzić cały dzień na dworze. Rano zatem zabrałam się ze Smykiem do przyszykowania smakołyków do zabrania ze sobą. Znów wykorzystaliśmy ciasto francuskie, ale tym razem za nadzienie posłużyły brokuły i camembert:














Piekarnik rozgrzany do 200 stopni, grzanie z góry i z dołu, i po 20 minutach mieliśmy gotowe "paszteciki".
Smakowały bosko na świeżym powietrzu!


sobota, 11 września 2010
Ze śliweczką, mmm...
W kuchni, w której chcemy angażować dziecko, nie może zabraknąć ciasta francuskiego! Ma ono świetną konsystencję, bardzo plastyczną, a przy tym pasuje niemal do wszystkiego!

Osobiście wybieram gotowe, kupne ciasto francuskie, bo nie chce mi się tracić czasu na jego robienie. Sprzedawane w rolkach ciasto jest bardzo dobre i fantastycznie się nadaje dla małych łapek. Ma też tę zaletę, że praktycznie każde danie z niego przygotowane staje się hitem stołu podwieczorkowego, obiadowego, kolacyjnego... zależy od nadzienia.

Pierwsza próba poszła nam tak świetnie, że już na jutro planuję kolejną (wytrawną). Wyglądało to tak:

- ciasto pokroiłam na osiemnaście kwadratów (3 pasy wzdłuż, 6 w poprzek) i przy pomocy Smyka umieściłam je w formach do średniej wielkości muffinek:





- rozmrożone śliwki Smyk powkładał w każde z powstałych gniazdek (można użyć śliwek świeżych, my musieliśmy zrobić miejsce w zamrażarce; oczywiście śliwki dziecko może wkładać do gniazdek rączkami, łyżką, widelcem, czymkolwiek - my wybraliśmy szczypce, bo jesteśmy na etapie usprawniania umiejętności manualnych):




- Smyk posypał każdą śliwkę przygotowaną wcześniej przez mamę mieszanką cukru i cynamonu (można ten etap pominąć, bo śliwki same z siebie są słodkie; można się też ograniczyć do samego cynamonu)





- zalepiliśmy, upiekliśmy...





- i POŻARLIŚMY ze smakiem:





Bawcie się dobrze i smacznego!
piątek, 10 września 2010
Bułka tarta - zabawa
Czwartek od rana był deszczowy. Lało, padało, siąpiło, mżyło, innymi słowy, woda w różnym natężeniu wertykalnie płynąca uniemożliwiała nam wyjście na plac zabaw. Spacer jeszcze dałby radę, ale po mokrej zjeżdżalni jechać się nie da, a piaskownica pełna mokrego, zimnego piasku to żadna przyjemność.

Smyk lubi piaskownice, ale od kiedy odkrył możliwości bardziej, jakby to ująć, motoryczne, nie ma takiej siły, która by odciągnęła go od bieżni, pochylni, mostków, zjeżdżalni itp. Tak więc korzystając z pogody "knajpoznawczej", zaciągnęłam Smyka do kuchni. Do blaszanej formy nasypałam bułki tartej i postawiłam przed rozanielonym dzieckiem.

Przez cudowną godzinę Smyk przesypywał sobie "piaseczek" i tworzył fantazyjne wzory:










A wystarczyło potrząsnąć formą delikatnie, by uzyskać znów równą i gładką powierzchnię, która aż się prosiła o zagospodarowanie.




Wzory można tworzyć palcami, widelcem, trzonkiem drewnianej łyżki, odciskać sitko. Bułki można nasypać, mało, dużo, bardzo dużo. Jest to tani i łatwo wymienialny produkt do zabaw plastycznych, o bardzo ciekawej fakturze (ponoć ostatnio na rynku pojawiła się PIASKOLINA; czyli za ciężkie pieniądze... ten sam efekt co z bułką tartą?).

Pod koniec zabawy Smyk chyba zatęsknił za piaskownicą:




Jasne, że w trakcie "rysowania" trochę bułki znalazło się na podłodze. Smyk wie już, że po skończonych zajęciach sięgamy po zmiotkę i przywracamy jaki taki ład.


22:29, aneladgam , ZABAWY
Link Komentarze (6) »
czwartek, 09 września 2010
Mąkownica na deszczowy dzień - wersja z przepisem
Z okazji takiej, że pada deszcz, oraz takiej, że znów zrobiliśmy marchwiowe muffinki, kopiuję część wpisu z poprzedniego bloga (poniekąd też po to, żeby mieć wszystkie przepisy w jednym miejscu).

Minus deszczowej pogody jest taki, że nie da się pójść do ukochanej przez Smyka piaskownicy, ale że Smykałka przed południem ładnie zasnęła, postanowiłam zorganizować Smykowi piaskownicę zastępczą. Mąkownicę.

Od dawna planowałam, że będę ze Smykiem realizować przepisy z otrzymanej od Tali książeczki "Dzisiaj piekę ja!", ale najpierw przeszkadzał mi rosnący brzuch, potem "pierwsze koty za płoty" ze Smykałką, a potem koszmarne upały. Wolałam wystawić Smykowi miednicę z wodą na balkon, niż prażyć go dodatkowo w kuchni.

W końcu udało nam się pobawić i upiec przy okazji przepyszne mufinki marchwiowe. Smyk z lubością przesypywał rączkami mąkę, zmielone orzechy i startą marchew, uczyłam go przy okazji przelewania i przesypywania produktów z pojemnika w pojemnik, powtarzając - zgodnie z zaleceniami terapeuty - proste polecenia zarówno pełnymi słowami, jak i onomatopejami.

Błąd w pierwszej minucie (przygotowanie zbyt małej miski) kosztował mnie dodatkowe odkurzanie grubej warstwy mąki z podłogi, ale kto by się tym przejmował? Chwilę później wydobyłam największą z misek, jakie posiadamy, wówczas praca i zabawa ruszyły pełną parą.

Zdziwienie ogarnęło mnie jedynie na widok ilości przygotowanej masy... Miało wyjść 12 ciasteczek, a wyszło...





... 36!

Przy ponownym upieczeniu 34!

A, co nam poszło bardzo prosto, to lukrowanie - Smyk już się wyszkolił w posługiwaniu się pędzelkiem (na malowankach wodnych). Proszę jaki szczęśliwy:









Jak widać na zdjęciach, marchwiowe mufinki przywołały słońce z powrotem!

***
Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
Marchew (250 g) umyć, obrać, drobno zetrzeć. W misce wymieszać mąkę (300g) z marchewką, startymi orzechami laskowymi (120 g) i proszkiem do pieczenia (4 łyżeczki).

Do większej miski wbić 2 jajka, dodać cukier (120 g), olej (1 kubek) i sok jabłkowy (półtora kubka). Wymieszać, dodać mieszankę mąki i tak długo mieszać, aż suche składniki staną się wilgotne.

Napełnić formy muffinkowe lub do babeczek ciastem (ostrzegam - na tym etapie wygląda zdecydowanie nieapetycznie), włożyć do piekarnika na środkowy poziom i piec około 20-25 minut. Po skończeniu pieczenia pozostawić ciastka na 10 minut na blasze, potem wyjąć i zostawić do ostygnięcia.

Cukier puder (120 g) zmieszać z 2-3 łyżkami soku cytrynowego na jednolitą glazurę. Górną część babeczek zamoczyć w glazurze lub rozprowadzić lukier za pomocą pędzelka.

Smacznego!

13:49, aneladgam , MUFFINKI
Link Komentarze (4) »
wtorek, 07 września 2010
Zapiekanka w letni dzień
Czy zaufalibyście dziecku, że zrobi pyszny obiad? No... z niewielką pomocą? Przyznam, że u mnie trochę to potrwało, i choć ciasta Smyk mieszał już wielokrotnie, to wstrzymywałam się z dopuszczeniem go do pomocy przy gotowaniu obiadu. Dla bezpieczeństwa.

Ale w lipcu, kiedy sezon owocowo-warzywny był w pełni, nakroiłam cukinii, pomidorów, cebulki, wrzuciłam to do różnych misek. Na niskim stoliku ustawiłam żeliwną brytfannę i pozwoliłam Smykowi dowolnie wszystkie warzywa układać - czy to warstwami na przemian, czy w jeden dziki melanż, czy razem, czy osobno... Zabawa była przednia, a Smyk miał z niej wiele radości. Takie gotowanie uwrażliwia nie tylko zmysł węchu (każde warzywo pachnie inaczej), wzroku (przy kontrastowych barwach cukinii i pomidorów), ale też dotyku (zimne! śliskie! mokre!).

Kiedy Smyk dzieło zakończył, ja zalałam tylko warzywa szybko przygotowanym sosem beszamelowym i pozwoliłam Smykowi posypać wszystko startą bazylią.

Piekło się to w piekarniku, wypełniając dom smakowitym zapachem. Efekt był bardzo smaczny, choć wizualnie może nie zachwycał:




***
Sos beszamelowy: Stopić 2 łyżki masła, dosypać łyżkę mąki, szybko zamieszać, zalać 3/4 szklanki mleka i mieszać, gotując aż do zgęstnienia. Dodać soli i pieprzu do smaku.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
POWITANIE
Od kiedy mój Smyk zaczął przejawiać zainteresowanie moimi działaniami w kuchni, staram się go włączać w tę cudowną magię tworzenia pysznych, a czasem nawet pięknych, potraw.

Do tej pory opowieści o wspólnym kuchcikowaniu zamieszczałam na swoim pierwszym blogu, Szydełkiem przez duszę i inne katusze, ale ponieważ tworzymy coraz więcej, postanowiłam otworzyć specjalne miejsce do prezentowania naszych osiągnięć. Taką wirtualną kuchnio-jadalnię.

Dlaczego warto gotować z dzieckiem? Ja otworzę listę, ale będę do niej dopisywać Wasze sugestie i swoje kolejne przemyślenia. A po 6 września, czyli po powrocie z urlopu, blog ruszy pełną parą!

GOTOWANIE Z DZIECKIEM

1) Pobudza jego wyobraźnię - "A co będzie jak wszystko wsypię na raz?"

2) Ćwiczy koordynację oko-ręka - "Ja tę śliwkę włożę dokładnie w środek babeczki!"

3) Wzmacnia u dziecka poczucie własnej wartości - "Stworzyłem coś!"

4) Skłania opiekuna do lepszej organizacji - "AAAAAA, czemu ja ten cukier postawiłam z brzegu blatu?!"

5)
wzmacnia więź między rodzicem a dzieckiem (elishafciarka)

6) pozwala na wspólne spędzanie czasu (elishafciarka)

7) może być wspaniałą zabawą (elishafciarka)
...

Ta lista będzie się wydłużać. Zapraszam wszystkich do wspólnego jej tworzenia, a tych, których los obdarzył dziećmi, do wspólnego gotowania! To naprawdę nie jest trudne!
1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10